


Dziwne...właśnie umieściłam u siebie taki wpis:
wystarczyłyby 3 miesiące diety, 3 p*******e miesiące ścisłego trzymania się diety i miałabym to z głowy... a tak przez kolejny rok będę się usprawiedliwiać, pojadę na studia, to będę miała 6 ciężkich egzaminów, 6 zaliczeń, zajęcia od 8 do 18, później święta, więc się nie da, sylwester spędzony przed TV z miską ciastek, później urodziny, sesja, na wiosnę zawsze łapię doła więc też się nie będzie dało, później wielkanoc, znowu sesja, a później znowu wakacje, będę musiała znaleźć pracę więc też nie, faktycznie chyba lepiej pogodzić się z tym, że jest się grubym człowiekiem bez grama zacięcia i charakteru, że idzie się na kompletną łatwiznę i usprawiedliwia każde niepowodzenie. Jakoś inni mają 100x większe problemy i dają radę a ja nie potrafię. Muszę się z tym pogodzić, że jestem słaba, że nigdy nie schudnę, pokasować tu wszystko w cholerę i iść szukać ciuchów w rozmiarze 46, a najlepiej 48 bo w takim tempie to 46 nie wcisnę.
Jak sobie z tym poradzić, z jednej strony BARDZO chcę, ale z drugiej coś mnie blokuje... W teorii jestem w 100% przygotowana do diety, ale w praktyce... dno.