3 września 2010, 16:06
(List #1)
Od pewnego czasu sobie uswiadamiam, ze mam wyprawny mozg i spaczony obraz swiata. Cale zycie bylam przekonana, ze tylko atrakcyjna kobieta moze miec porzadnego faceta. Przeciez kazdy wie, ze faceci przywiazuja wielka wage od wygladu, na pewno wieksza niz kobiety. Cale zycie odpychalam od siebie facetow, bo uwazalam sie za nie dosc ladna, mimo iz otoczenie dawalo mi znac, ze jest inaczej. Moje przeswiadczenie o wlasnej nieatrakcyjnosci bylo jednak o wiele silniejsze i ignorowalo wszelkie dowody swiadczace o tym, ze podobam sie facetom. Wracajac do tematu...Od pewnego czasu przygladam sie parom na ulicy, ogladam sobie pamietniki na Vitalii i zdalam sobie sprawe, ze malo jest naprawde pieknych kobiet, a jednak wiekszosc ma facetow. Mozecie teraz pomyslec ze jestem pusta, ale czesto sobie mysle "boze, ona tak wyglada, a ma faceta, gdzie on ma oczy? Tak, tak, niby liczy sie wnetrze, ale chyba kazdy wie, ze facet to wzrokowiec i nie jest zainteresowany odkrywaniem wnetrza kogos, kto na zewnatrz wyglada nieciekawie. Jak to wiec jest? A moze tu chodzi o pewnosc siebie? Moze jak kobieta szczerze uwierzy, ze jest atrakcyjna, to inni beda tez ja tak odbierac? Czasami czytam jak jakas dziewczyna pisze o sobie, ze jest atrakcyjna, podoba sie facetom, a ja widze zdjecie i za Chiny nie moge doszukac sie tej urody. Dlaczego naprawde ladne dziewczyny maja mase kompleksow, a te srednie sa przekonane, ze sa laskami nie z tej ziemi? Ok, wygadalam sie. Jak ktos ma jakies przemyslenia, to chetnie sobie poczytam, tylko blagam, nie piszcie mi utartych frazesow, ze uroda sie nie liczy, ze liczy sie wnetrze itp.