
Grupa dla wszystkich z tym problemem. Wspieramy się w trudnych chwilach.
Napisano rok temu
(List #2)
Terapia.
Napisano rok temu
(List #3)
na to pytanie jeszcze nikt nie odpowiedział.... co pomyslec sobie przed, zeby tego uniknac....
Napisano rok temu
(List #4)
Myślę, że przed atakiem nie znajdzie się żaden rozsądny argument, aby tego uniknąć, ponieważ "coś" będzie cały czas po cichutku mówić, "zrób to".
Osobiście wiele razy próbowałam uniknąć samego ataku, ponieważ wiadomo było, że po ataku nic, ani nikt nie był w stanie powstrzymać mnie przed wizytą w toalecie. Jednak przed atakiem, moje realne myślenie całkowicie się wyłączało i w głowie miałam tylko jedną myśl, wreszcie się najeść. Chodziłam wówczas po domu, próbowałam oglądać filmy, rozmawaać przez telefon, iść na spacer, cokolwiek, ale byłam tak podminowana, że nawet ja przetrzymałam jeden atak, drugie uderzenie, zawsze było silniejsze. Wygrywało z moją słabością!
Błędne koło...
Napisano rok temu
(List #5)
ja mysle , że gdyby było "to cos" zeby sobie pomysleć przed atakiem - nie byłoby ataków . Problem tkwi w tym ,że z atakiem nie potrafimy wygrać.
Napisano rok temu
(List #6)
trzeba znaleźć coś co będzie dawało nam więcej radości niż kompulsywne jedzenie
u mnie podziałało kilka czynników: psychiatra (i leki) + psycholog (i terapia) + dietetyk + eksperymentowanie w gotowaniu
odkąd zaczęła,m ślęczeć "nad garami" nad nowymi potrawami, przyozdabiać je i pałaszować, odzeszła mi ochota na zjadanie kilograma czekolady, przez to że od zawsze kochałam coś dodawać mieszać i patrzeć co z tego wyjdzie, więcej pozytywnych emocji doastarcza mi to niż kompuls, a przez nie w 6 msc przytyłam 22kg
musisz poszukać czegoś co da Ci dużo dużo radości. no i pomaga też udanie się do jakiegoś specjalisty
powodzenia! :)
Napisano rok temu
(List #7)
To wszystko tkwi w waszych umysłach. Jeżeli będziecie myślały, że nie ma niczego, co mogłoby Was powstrzymać przed tym to nadal będziecie w to brnąć. Silna wola to podstawa. Trzeba twardo ustalić zasady i powiedzieć sobie "nie". Ja często myślę, o tym jak będę się czuła "po" (nienawiść do siebie i reszty świata).
Dobrze jest też zająć się czymś, odwrócić swoją uwagę, nie myśleć o jedzeniu albo po prostu zakochać się. Wiem z autopsji, że to ostatnie sprawdza się jak cholera. Swego czasu potrafiłam przeżyć cały dzień na dwóch małych kanapeczkach. Gorzej już było jak się okazało, że on mnie nie chce i zaczęły się kompulsy (wpływ na to na pewno miał też fakt, że jadłam o wiele za mało).
Napisano rok temu
(List #8)
Zakochać się? Gorzej jak ktoś nie robi sobie z tego nic i tak naprawdę... te szczęście może spodowodać kolejne napady. Bo napady nie są tylko ze smutku. A pomocne zakochanie przestaje być pomocnym, gdy zaczynają się pierwsze sprzeczki w związku. Wtedy też łatwo o powrót do choroby jako do "znieczulenia".
Napisano rok temu
(List #9)
Tak, też prawda. Chociaż jak byłam w związku nie pozwałam sobie na obżarstwo bo "co jeśli przestanę mu się podobać jak będę gruba?". W rzeczywistości w stu procentach pomaga tylko silna wola. I nie poddawanie się nawet jak raz się nie uda i zawalisz. Każdy jest tylko człowiekiem.Ważne, żeby umieć się podnieść. Kiedyś musi się udać!
Napisano rok temu
(List #10)
Silna wola a choroba (która mimo jedzenia nie ma związku z samym jedzeniem a z głębszym problemem...) nie ma nic wspólnego z ED.
/A jak cię rzuci to...?