Dołączył: 2011-03-15 18:20:53
Miasto: Łódź
Listów: 6
Napisano rok temu
(List #2)
Zawsze zaczyna się niewinnie. Pamiętam , jak w wieku lat 14, uważając się za tak inną i dojrzalszą od swoich koleżanek uznałam, że zwrócenie czegoś jest ekstra metodą na to,aby nie musieć niczego sobie odmawiać. Sporo złego się działo, w domu, w szkole, a ja za całe zło obwiniałam swoje ciało. Patrzyłam na siebie z obrzydzeniem. Potrafiłam i nadal potrafię rozmawiać ze sobą tak, że upokarzam siebie jak nikt nigdy.
Pamiętam, jak uważałam, że wymiotowanie jest obrzydliwe i głupie. Potem, że raz na jakiś czas nie szkodzi. Że lepiej zwrócić niż przytyć, bo spalić jest trudniej. Potem pojawiały się wymówki, że mogę zjeść, skoro.... Mijał czas, ciało nadal było odpowiedzialne za wszystko, ja zła i obrzydliwa. Cały czas myślałam, że to minie. Minęło, ale juz jakieś 8 lat, a 'przygoda wciąż trwa'.
Czuję do siebie wstręt, walczę, ale kto cierpiał na kompulsy wie, że nie może powiedzieć, że to przeszłość. Nikt by się nie domyślił. Tylko ja codziennie widzę zadrapanie, bliznę na prawej ręce, którą uszkodziłam sobie w amoku karania siebie za zjedzenie czegoś niedozwolonego.
Żadna porcja jedzenia nie rozwiązuje problemów, nie prostuje niczego, nie rozwiązuje. Żaden powód zwracania nie usprawiedliwia. Nie dajcie się głupiej manii dziewczęta, dajcie swoim młodym organizmom na ukształtowanie i słuchajcie tych, którzy Was kochają. Bo łatwo przekroczyć granicę zdrowego rozsądku. Za łatwo.