Napisano 7 miesięcy temu
(List #1)
Mam 21lat. Od ponad 3 walczę z bulimią. Początki były niewinne a kilka miesięcy później bałam się wychodzić z domu a z zajebiście roześmianej chociaż pulchnej dziewczyny stałam się wychudzonym stworkiem z depresją, myślami samobójczymi itp itd. To nie prawda, że wpadają w chorobę głupie laski, które chciały się poodchudzać bo teraz już wiem, że w 90% przypadków wszystko zaczyna się w domu rodzinnym. I nie ważne, że rodzice wmawiają wam (jeśli wiedzą) że to wasza wina. Mi wmawiali. W najgorszym momencie wymiotowałam po 5-6 razy dziennie, gdy nie mogłam iść do kibla szłam pod prysznic. Wymiotowałam w szkole i do foliowych torebek w pokoju. Bolało mnie gardło, ręce i brzuch. Koszmar. Senes na porządku dziennym. Śmieszyło mnie, że rodzie nie słyszą i się nie domyślają a tak naprawde chyba po prostu nie chcieli słyszeć i widzieć. Gdy wyjechałam na studia miałam nadzieję na wyrwanie się z domu, na rzucenie problemów, ale... sama nie dałam rady. Myślałam, że nie umiem dłużej tak żyć. Wtedy spotkałam chłopaka, z którym pierwszy raz byłam szczera. Niespodzianka- zamiast mnie odrzucić, powiedział- zawalczymy o Ciebie. Namówił mnie na psychologa, na terapie, wspierał i ... pokochał. Pierwszy raz ktoś mnie kochał. Poszłam na terapie. Najpierw chodziłam 7miesięcy do psychiatry na spotkania wstępne. Potem byłam na 3miesięcznej terapii grupowej. Codziennie oprócz uczelni, projektów miałam też terapie. Szczerze? To mega ciężki czas. To nie są milusie spotkania tylko emocje, które rozwalają. Płakałam codziennie, byłam nieznośna, zazdrosna, runał mój związek bo nawet ten kochający chłopak nie mógł ze mną wytrzymać. To było kilka miesięcy temu.
Trzymajcie się ciepło.















