kolejna rocznica za nami
( 2010-06-25 06:06:12 )
...Wczoraj musiałam się uwijac jak w ukropie. Od kompa właściwie nie wstawałam, by zrobic jak najszybciej robotę. Piekły mnie już dosłownie mięśnie obręczy bakowej, kark drętwiał, ale ja ostro do przodu - jak zaprzągnięta kobyłka. Potem biegusiem po Młodszą (z rehabilitacji odebrac), potem do domu, mięso na lasagne, sprzątanie prania, kurzy, tysiąca rzeczy nieodłożonych na miejsce, wpadł mężuś i od razu wręczyłam mu odkurzacz. Miałam 1,5 godziny by sprzątnąc całe mieszkanie i przygotowac kolację dla teściów, mojej mamy i naszej czwórki z okazji naszej 10 rocznicy ślubu. Udało się. Nawet zdążyłam kredką zrobic oczy. W usuwaniu zbędnych rzeczy z widoku, wyrzucaniu niepotrzebnych, układaniu poduszek, myciu blatów w kuchni i in. pomagały nawet dziewczynki. Starsza ustawiała w kuchence minutnik co 5 minut, żebyśmy wiedzieli, jak nam czas ucieka :). Organizacja na 6! Lasania była prze-py-szna! Mięsko było indykowo-wieprzowe, 6 ząbków czosnku, dwie duże cebule, pomidory w bazylii i inne przyprawy. Do tego sos beszamelowy i bolonese do przekładania warstw. Ser żółty starty z goudy i czegośtamjeszcze :). Torcik wiedeński z różą z cukru (czekoladowy, przełożony brzoskwiniową konfiturą, orzechy) równie py-szny! I na koniec - moja mama przyniosła placek z rabarbarem, a ja w lodówce miałam bitą śmietanę. Ach!!!! Gwóźdź programu: mężuś przeprowadził degustację Porto i innych trunków produkcji z Porto :). Rodzice wyszli baaaardzo zadowoleni. Przy ostatnim trunku-próbce moja mama przewróciła niechcący kieliszek. hahaahhaNo i mamy nowe obrączki. Mąż swoją zgubił parę lat temu, chodził ze srebrną zastępczą. Od dziś jest znowu przeze mnie zaobrączkowany - można by rzec - oryginałem. Ja swój oryginalny oryginał spakowałam do specjalnego pudełeczka. Jednak ślubna obrączka, to ślubna. Nie może mi się zapodziac między błyskotkami, a tak się dzieje czasem z niektórymi moimi rzeczami ;)....