#1.
( 2010-05-19 18:07:08 )
...no to zaczynamy. a raczej - ja zaczynam. zaczynam od nowa.dlaczego? może tak w skrócie...od zawsze marzyłam o tym, by być modelką.wszyscy mi zawsze powtarzali, że idealnie bym się do tego nadawała: wysoka, szczupła, ładna... ale to były ich opinie, całkiem różne od moich. ja wiedziałam, że 65 cm w talii to o wiele za dużo, że żadna modelka nie ma cellulitu ani nie nosi rozmiaru 38. pomyślałam sobie, że skoro naprawdę czegoś chcę, to przecież mogę to osiągnąć. ograniczyłam słodycze, do których miałam od zawsze słabość, w szkole jadłam bułki na spółkę z koleżanką, albo nie jadłam ich wcale, zaczęłam robić brzuszki wieczorami. ale efektów nie było, więc sobie odpuściłam i szybko zapomniałam o moim marzeniu. zbliżał się koniec roku, więc zaczęło się poprawianie ocen, planowanie wakacji i częste wychodzenie. nie wiązałam swojej przyszłości z modelingiem w żaden sposób, uznałam całą sprawę za nierealną, dziecięcą fantazję...jednak na jednej z imprez, kiedy upiłam się dość mocno, zaczęłam powtarzać, że będę modelką. u wszystkich wzbudziłam tym śmiech, a moje słowa stały się motywem przewodnim w żartach. właśnie wtedy postanowiłam, że pokaże tym wszystkim ludziom na co mnie stać. będę piękna, sławna, wiecznie w centrum uwagi. to za mną będę się odwracać ludzie na ulicy i mówić: " popatrz! jaka ona piękna! " dodatkową motywacją było pójście do nowej szkoły. nie mogłam się przecież TAK pokazać. musiałam coś ze sobą zrobić. wiedziałam, że ta szkoła to wylęgarnia lansu - liczy się tylko wygląd i opinia. znów zaczęłam biegać i robić brzuszki. do tego doszła czerwona herbata. z czasem zaczęłam łykać błonnik z ananasem. ale efektów nadal nie było. zaczęła się szkoła. wraz ze szkołą zaczęły się nowe postanowienia. byłam w nich coraz wytrwalsza. nie jadłam słodyczy, nie piłam słodzonych napojów ani soków. w szkole nic nie jadłam. starałam się wychodzić z domu wcześnie i wracać późno. wróciłam do treningów: raz w tygodniu po trzy godziny, przy czym w "treningowe dni" jadłam tylko lekkie śniadanie o 8:00, wracałam do domu o godzinie 21:00 i jadłam owoc albo kanapkę, ewentualnie warzywa gotowane na parze. cały dzień piłam tylko wodę. dni szkolne były do przeżycia - szukałam sobie zajęć i mogłam nic nie jeść i bardzo dużo ćwiczyć. stałam się perfekcjonistką: wszystko musiałam mieć poukładane, chciałam mieć najlepsze oceny, więc bardzo dużo się uczyłam, zeszyty były prowadzone starannie jak u prymusa. ale najgorsze był weekendy - one przerażały najbardziej. kojarzyły się z niekontrolowanym jedzeniem, a później z wyrzutami sumienia i całonocnymi ćwiczeniami. wtedy koleżanka zwierzyła mi się, że kiedyś robiła coś okropnego... nie wiem dlaczego, ale jej opowieść sprawiła, że bardzo blisko zaprzyjaźniłam się ze szczoteczką do zębów. weekendy przestały przerażać. mogłam jeść co chciałam, a nie chciałam prawie nic. jadłam tylko to, co kazali mi zjeść rodzice, czyli obiady, które szybciutko lądowały w ubikacji. przy śniadaniach oszukiwałam jak mogłam, później znikałam na cały dzień w pokoju i się uczyłam, a gdy podawali kolację udawałam, że śpię. na zewnątrz wszystko wyglądało normalnie, bo przecież jadłam. nigdy nie byłam głodna. oszukiwałam ich mówiąc "już jadłam". nikt nic nie zauważył, aż do świąt, kiedy Mama przyłapała mnie w łazience. skłamałam, że to pierwszy raz. w sumie to powiedziałam, że to była tylko nieudana próba. uwierzyła, ale bardzo mnie pilnowała od tego czasu, więc skończyło się moje zwracanie pokarmów. musiałam wymyślić coś innego. zaczęłam wszystko przeżuwać dokładniej niż do tej pory. zjedzenie np. kanapki zajmowało mi ok. 40 minut, więc spokojnie mogłam mówić, że zjadłam 2-3 a nie tylko jedną. przy stole oszukiwałam - wkładałam jedzenie do kieszeni i wyrzucałam po posiłku. skrupulatnie zapisywałam wszystkie kalorie w notesiku, który miałam zawsze przy sobie. wysyłałam zgłoszenia do różnych agencji dla modelek, ale nie było żadnych odpowiedzi.kiedy ważyłam 49 kg, a okres nie pojawiał się trzeci miesiąc, moi rodzice zaczęli coś zauważać. Tata chciał interweniować, ale Mama cały czas stawała w mojej obronie twierdząc, że wiem, co robię i że to moje marzenie. odpowiedziała jedna z agencji. wszystko zaczęło iść w dobrą stronę. schudłam do 47 kg, więc osiągnęłam zamierzony we wrześniu cel. tylko, że rodzice postanowili mnie zważyć. kiedy to zobaczyli dostali szału. obiecałam, że przytyję, ale nie robiłam nic w tym kierunku. zrobili mi badania lekarskie. nie chcieli oddać Mamie wyników - musiała się zgłosić do lekarza. tam usłyszała, że moje wyniki kwalifikują mnie do natychmiastowej hospitalizacji. miałam poważną anemię, obniżone leukocyty, a poziom płytek krwi wynosił 90 tysięcy (minimum to 140 tys.) wtedy to już nawet ja się przestraszyłam. poszłam z nimi na układ - przytyję do 49 kg. znalazłam w internecie jakąś dietę i starałam się jej trzymać. ale w szkole nadal nic nie jadłam - nie byłam w stanie przełknąć nic przy ludziach, więc automatycznie z menu wykreśliłam drugie śniadanie. lekcje trwały do późna, więc po powrocie jadłam tylko obiad - kolacji nie byłam w stanie. po dwóch tygodniach warzyłam już 46,1 kg. ze strachu się rozpłakałam. wyrzuciłam całą zapiskę. Mamie nic nie powiedziałam. sama doszła do wniosku, że dieta nic nie daje, bo nic po mnie nie widać. zaczęłam jeść to, co mi kazała. choć dalej oszukiwałam. postanowiłam sobie, że nie będę zapisywać kalorii - wytrzymałam tylko tydzień. ale za to moja kariera w modelingu zaczęła się rozwijać. już jeden pokaz mam za sobą. choć moim rodzicom bardzo się nie podobał. na widowni wszędzie dało się słyszeć komentarze typu: "anorektyczka!", "gdybym tak wyglądała, nie wyszłabym z domu!", "skąd ten gość ją wziął?! ze szpitala ?!", "przerażająca...". w agencji powiedzieli, że muszę przytyć.od stycznia nie mam okresu. Rodzice zapowiedzieli mi, że dopóki nie przytyję nie będę mogła brać udziału w żadnych pokazach, bo oni się już dość wstydu najedli. Mamie obiecałam, ze jakoś odzyskam okres. poprawiły mi się trochę wyniki badań.jednak nadal nie mogę przestać liczyć kalorii i myśleć o nich. ćwiczę po około 1 h dziennie. w ukryciu, bo tego też mi nie wolno. wszystkie słodycze chowam w pudełku pod łóżkiem i mówię, że zjadłam. w szkole nadal nie jestem w stanie nic zjeść, więc okłamuję rodziców. sama nie wiem, czego chcę. z jednej strony chciałabym przytyć,a le z drugiej wcale nie chcę być znowu gruba......