mojegotowanie.pl
Czwartek, 24 maja 2012 r.
Diety Vitalia


toinettee

kobieta, 21 lat, Kraków

153 cm, 51.10 kg więcej o mnie



Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Faza I, dzień 2

8 września 2010 , Komentarze (2)

Dzisiaj czułam się już o niebo lepiej. Zwłaszcza, że rano wskoczyłam na wagę... a tam UWAGA! 1,1kg mniej. Jestem w szoku. Zwłaszcza że jadłam dużo więcej niż zwykle. 


Nastroje przedwyprowadzkowe coraz bardziej dają się we znaki. Dzisiaj wpadła też moja G. Jako że obie jesteśmy na Dukanie, to ukleciłysmy coś, co szumnie nazwano "dukanowymi drożdżówkami z serem". Prawdopodobnie nam nie wyszło, bo o ile ser rzeczywiście był serem, a więc i go przypominał, o tyle to co miało grac drożdżówkę, przywodziło raczej na myśl rozmokłego wafla ryżowego. Nie żeby nie było dobre, tylko trochę bezkształtne.


śniadanie: 2 jajka na twardo, 2 plasterki szynki

II śniadanie: kawałek łososia

obiad: pierś z kurczaka

kolacja: 6 minipseudodrożdżówek z serem


Dodaj komentarz

Faza I, dzień 1

7 września 2010 , Skomentuj

Dukan rozpoczęty :) W domu absolutne szaleństwo, mama co chwila krzyczy "a to mogę? tamto mogę?"

Rano było mi trochę słabo, zresztą cały dzień jest taki apatyczny... Ale podobno to normalne, i już niedługo przejdzie. Utrudniło mi to trochę dzisiejsze zakupy, ale czego się nie robi dla szczupłej sylwetki :) A tak poza tym, głodna nie jestem, czuję się całkiem nieźle. Jedyne co, to jest mi przeraźliwie zimno. Ale ratuję się herbatą.  


śniadanie: owsianka z otrębów z cynamonem

II śniadanie: twaróg 0% z przyprawami, kawałek łososia, filiżanka soku pomidorowego

obiad: makrela, 1 jajko na twardo, 1 plasterek chudej szynki drobiowej

kolacja: kogel-mogel ze słodzikiem


Trzymajcie kciuki, Dziewczyny!


Dodaj komentarz

Nowy plan - protal Dukana

6 września 2010 , Komentarze (3)

Chociaż wstałam dzisiaj o bladym świcie (8:00) żeby zdążyc na kiermasz książek do starego liceum, to cały dzien humor mi dopisuje! Do tego nadreptałam się co niemiara, skoczyłam na zakupy, potem do Dziadków i dopiero do domu.


Moja G. zaraziła mnie Dukanem. Sama pytała, czy mi ten Dukan rzeczywiście jest potrzebny, ale ja chcę. Zaczynam od jutra. G. ma 3 dni fazy uderzeniowej, ja chcę schudnąć 'tylko' jakieś 5-6kg, więc moja faza uderzeniowa... to 1 dzień.

Do tego dziś zaczęła moja mama. Tato juz ją kusił żelkami, ale krzyczałam żeby dał jej spokój i nie poległa. 


A teraz objasnię do czego mi ten Dukan tak potrzebny.

Ano do tego, by trzymać stałą wagę. 

Znam kilka osób, które chudły na Dukanie, teraz jedzą normalnie, nierzadko coś słodkiego, a nie tyją. No, a przynajmniej po nich nie widac, i twierdzą, że nie tyją. A jak pewnie zauwazyłyście, ja nie jadam w ogóle chleba, ziemniaków, ograniczam makarony, codziennie na śniadanie od ponad roku activia i płatki. 

Kiedyś moja mama zapytała, czy do końca życia będę tak jeść. Wtedy odparłam, że jak trzeba to tak. Ale tak szczerze, to nie miałabym nic przeciwko zjedzeniu od czasu do czasu kromki chleba pełnoziarnistego, albo ziemniaka do obiadu. Nie jadłam ich, bo oduczyłam się nawet "chcieć" je zjeść. 


I dlatego chcę spróbować Dukana. Jak się okaże, że to nie dla mnie, to trudno. Wrócę do liczenia kalorii. Boję się też, że jedząc według tych książkowych zaleceń - przynajmniej na poczatku - przytyję zamiast schudnąć, bo to co jadłam na ogół miało mniej kalorii niż jajka i serki wiejskie. Okaże się.


A co Wy sądzicie, Dziewczyny? Liczę, że się wypowiecie :)


Dodaj komentarz

Niedziela

5 września 2010 , Komentarze (3)

Już dawno nie miałam tak leniwego dnia. Do tej pory jeszcze nie zdążyłam się ubrac, i zresztą już chyba nie zdążę. Od rana oglądałam filmy, aż doszłam do stanu, kiedy nic mi się nie chce - ani oglądac ani czytać, więc wegetuję. 


Ten stan rozmemłania to jak nic udzielił mi się od rodziców, którzy po wczorajszych Dożynkach wrócili w nocy 'odrobinę' zbalowani. 


Jak już wspominałam waga podskoczyła o 400g, a z racji że dzisiaj niedziela powinnam pozwolić sobie na coś słodkiego, ale uznałam, że ten tydzień chyba wyczerpał mój niedzielny przydział na ekstra kalorie. Zresztą na podwieczorek zjadłam wasę z łyżeczką miodu, więc ta niedziela nie jest zupełnie pokutną ;P


śniadanie: płatki, jogurt, żurawina, 1/2 śliwki, trochę dżemu

obiad: makaron z sosem grzybowym  i mięsem

podwieczorek: 1 wasa z miodem i cynamomen

kolacja: małe jabłko


Wydawało mi się, że dzisiaj dużo nie zjadłam, ale jak to zapisałam... to jakoś nie mam pozytywnych odczuć. 


Dodaj komentarz

W górę

5 września 2010 , Komentarze (3)

Waga poszła w górę, ale nie rozpaczam, bo byłam na to przygotowana - po tamtych 2 dniach, to trudno żeby spadła... Ale teraz skoro w piątek wyjeżdżam, trzeba się pakować a nie - imprezować, i obędzie się (daj Boże!) bez obżarstwa. 


Co ciekawe, jesli chodzi o mierzenie się, to wszędzie prawie zanotowałam spadek ok. 1-2cm.

 

Dodaj komentarz

Ostro się biorę

4 września 2010 , Komentarze (1)

Wczoraj nie pisałam, bo byłam na imprezie - wybaczcie. Aczkolweik bardzo Wam wszystkim dziękuję za słowa otuchy :) 


Wiedząc z góry o tej imprezie, nie jadłam podwieczorku i kolacji, no ale za to zjadłam tortille z kurczakiem (gdzie ja w ogóle nie zwykłam jadac fast-foodów) i kawałek placka drożdżowego. No i piłam wino. 


Boje się że te dwa dni zaprzepaściły to, co dotad osiągnęłam. A jutro ważenie. Nie liczę na zbyt wiele. Pewna jestem, że przybrałam. Dzisiaj starałam się jeśc już normalnie i lżej, no i właśnie wróciłam z długachnego spaceru :) Żegnałam moje miasto. 

A teraz jeszcze mykam ćwiczyć. No i nie pochwaliłam się, że od 2 dni jestem szczęśliwą posiadaczką hula hop z kulkami masującymi. Kręcę codziennie po 20min, póki co dorobiłam się na biodrach i żebrach fioletowych sińców :]


śniadanie: płatki, otręby, żurawina, kawałek jabłka

obiad: sałata z sosem wineget, 2 kabanosy (które mogłam sobie darować...)

podwieczorek: 1/2 jabłka z miodem i cynamonem

kolacja: garść rodzynek 


Dodaj komentarz

Dziś zawaliłam

2 września 2010 , Komentarze (3)

Dałam dzisiaj ciała na pełnej linii. Ta pogoda, i wczorajszy dzień... Właściwie to nawet przeszła mi ochota na jedzenie i nieźle się trzymałam, ale od rana wszystko znowu (czy cały wrzesien TAKI będzie?) szło kiepsko.


Pojechałam z mamą po futro, futro okazało się nie takie, jakie chcę, dalej - znalazłysmy dla mnie buty, co jest naprawdę sztuką, bo musi to byc rozmiar 35 i jeszcze żeby mi się podobały! Buty byly absolutnie urocze, ale miały z boku plamkę z kleju, której właściwie nie było widać... Tak czy inaczej zapytałyśmy czy nie przysługuje nam rabat lub cos z tego tytułu...? Rabat nie przysługiwał, ale panie sprzedawczynie tak ochoczo zabrały się do usuwania kleju, że wydarły dziurę do białego. Butów oczywiście nie kupiłam. 


No i szczyt wszystkiego, nie chcę zagłębiac się w szczegóły, ale po kłótni z mamą wynikła jeszcze głupia sprawa z mieszkaniem studenckim, zestresowałam się, wściekłam i popłakałam, bo już mnie to wszystko przerosło. 


Po południu wpadły jeszcze dziewczyny na podwieczorek, który przeciągnął się do kolacji, tak że moje dzisiejsze jedzenie nie dość że nieregularne, to jeszcze zaprawione lodami i piernikami, a podsumowane wieczornym obżarstwem. 

Starałam się sobie wytlumaczyć, że przecież nie jestem głodna, a jedynie chcę jakoś odreagować te dzisiejsze emocje, ale poległam. Teraz jest mi niedobrze, nie wiem, czy ze złości, czy z przeżarcia, chce mi się wyć, że jestem tak głupia, że zaraz jeszcze wszystko co osiągnęłam zawalę. Nie wiem też czy mam jutro wchodzić na wagę czy nie. Nic już nie wiem.


śniadanie (spóźnione): płatki, activia, żurawina, cząstki brzoskwini

obiad: trochę galarety mięsnej, sałatka z brokułem, 2,5 kabanosa

podwieczorek: niecale jabłko, lody, pierniki (chyba 6)

kolacja (nazwijmy to kolacją): sałatka, 3 kabanosy, czarna bułka z serkiem almette


Koszmar.

Dodaj komentarz

Dziewczyny, ratujcie!

1 września 2010 , Komentarze (1)

Od rana wszystko idzie NIE TAK. Chodzę podminowana i jakaś wściekła. Niby bez konkretnego powodu,  choć właściwie to wszystko jest powodem. 


I jeszcze teraz przyjechali zapowiadani goście z Niemiec, na szczęście nie zostają u nas na noc, ale i tak nie miałam ochoty wdzięczyć się i uśmiechać - uciekłam na górę do swojego pokoju. 


Ale co najgorsze, moja silna wola powoli jakby się kruszyła... Balansuję na granicy złamania się, a trzymania się dalej. Zwłaszcza, że dzisiaj rano wskoczyłam na wagę, a tam 300g więcej(ja wiem, WIEM że to niewiele i chudnięcie na tym polega - 300g w dół, 100g w górę itd.), no ale nie wpłynęło to na poprawę mojego nastroju. 


Na poprawę mojego nastroju nie wpływa tez fakt, że na dole są ciastka i lody. Modlę się, żeby mama nie wyszła, bo odgłos zamykanych drzwi, może być dla mojej silnej woli odgłosem gwoździa wbijanego do trumny... 

Muszę też wpaść do Babci, która dzwoniła, że ma dla mnie Nutellę (!!), i że babka jeszcze jest. No jakby wszystko, co słodkie i dobre sprzysięgło się, żeby mnie osaczyć, kiedy ja się tak beznadziejnie mam!


Rany, zmotywujcie mnie Dziewczyny! ;( 


śniadanie: płatki, jogurt, rodzynki

obiad: trochę zupy ogórkowej z mięsem

podwieczorek: 1/2 brzoskwini z cynamonem, 1 śliwka

kolacja: 1,2 brzoskwini, rodzynki


Dodaj komentarz

Babkowe zwycięstwo i głupie ciasteczka

31 sierpnia 2010 , Komentarze (3)

W związku z moją wyprowadzką wszyscy nagle żądaja mojego towarzystwa i są wyjątkowo pobłażliwi. 

Dzisiaj byłam zaproszona do Dziadków na obiad i okropnie bałam się żeby nie zaszaleć z jakimś dobrym jedzeniem, ale obyło się bez tego typu hec. Byłam nawet częstowana babką (babka mojej Babci w swej prostocie ociera się o geniusz kulinarny, pod Bogiem), ale grzecznie odmówiłam :D


A teraz o ciasteczkach - na szczęście nie idzie o ciasteczka takie, które najchętniej bym zjadła - a sądzę, że nie tylko ja - ale o te komputerowe 'cookies'. Mimo, że są aktywne, to ciągle muszę się logować na vitalii od nowa, co doprowadza mnie do szału.


I stąd brak moich u Was komentarzy, wybaczcie Dziewczyny.

Jutro powalczę z moją przeglądarką (aktualnie używam opery) i mam nadzieję, że będę już w stanie komentować Wasze pamiętniki :) 


śniadanie: płatki, jogurt (jabłkowo-rabarbarowy!), żurawina

obiad: 2 mielone z indyka, fasolka

podwieczorek: 5 śliwek

kolacja: 2 małe jabłka z cynamonem


Aha, zaczęłam czytac książkę Marii Iwaszkiewicz "Z moim ojcem o jedzeniu" - gorąco polecam, jeśli ktoś ją zdobędzie, ja ją dorwałam w antykwariacie :) 


Dodaj komentarz

Koncert i spadek

30 sierpnia 2010 , Komentarze (2)

Wczoraj było ważenie i mierzenie - SPADEK! Znowu :D ostatnim razem było 51,4kg, a teraz 50,7kg. Człowiekowi od razu się humor poprawia. 


A nie pisalam, bo byłam na koncercie (Czesław Śpiewa). To, jak zachowują się niektórzy ludzie, jest doprawdy skandaliczne. Od wywrzaskiwania jakichś pseudomanifestów w przerwach pomiędzy piosenkami, do rozlewania sobie luksusowej do kubków. Na szczęscie miałam okazję być na koncercie Czesława w zamkniętej sali, i to dopiero było coś.

Tak czy inaczej, wróciłam koło północy i juz mi się nie chciało ćwiczyć. 


A no i z racji, że była to niedziela, pozwoliłam sobie na loda i kawałek placka rabarbarowego (który, szczerze, średnio mi smakował). Z obawami stanęłam dzisiaj rano na wadze, a tam 50,5kg :) Czyli bez tragedii, a dzisiaj już ładnie poćwiczę. 


śniadanie: płatki, activia, żurawina, otręby, troszkę dżemu 

obiad: kukurydza, marchew, por i pietruszka z wody

podwieczorek: rodzynki, otręby, żurawina

kolacja: 1/2 kalarepy


Dodaj komentarz
kobieta.pl claudia.kobieta.pl naj.kobieta.pl gala.pl glamour.pl rodziceonline.pl focus.pl national-geographic.pl klubrysia.pl odyssei.pl