
Ten projekt nazywa się Sesja piękna. Nikt mi nie powie ,ze kobieta po pięćdziesiątce nie może wyglądać atrakcyjnie.
.


Dziękuję wszystkim przepięknie za te miłe komentarze .Sama nie wiem skąd mnie się ta uroda bierze he,he.
Nie ważę się bo @ nie ma sensu .Dzisiaj weszłam do perfumerii Douglas i trafiłam na sesję zdjęciową he,he. Zabawa polegała na tym ,że miałam zapłacić 100 zł, a w zamian dostałam. Perfekcyjny makijaż, fryzurę, jedno zdjęcie i bon na zakup kosmetyków za 50 zł. Pani pomalowała mnie idealnie ,szkoda ,że jutro tak nie mogę wyglądać he,he. Fryzjerka zrobiła mi całkiem inną fryzurę ( ja konserwa jestem i od stu lat czeszę się tak samo, wariatka!!!!).Później pani fotograf obcojęzyczna szeleszcząca po angielsku( mało umalowana i mało ładna ,taki chyba chwyt reklamowy) z bardzo profesjonalnym sprzętem ,takie parasolki ze światłami na wysięgnikach zrobiła mi 50 zdjęć na siedząco w różnych pozycjach i z różnymi gadzetami. Namawiała mnie też na leżąco na takich wielkich poduchach he,he dałam sobie luz , nie będę majtała grubymi nogami z żylakami i kulała się jak na śniegu. Reasumując za te 100 zł prawie wiem jak mam się malować ,fryzjerce pokarzę jak ma mnie czesać. Jedno zdjęcie w pakiecie ,i kupiłam z tych 50 jeszcze dwa po 40 zł za sztukę Na własnym ślubie tak ładnie nie wyglądałam.Z każdego potwora da się zrobić człowieka
Mama już w swoim domku śmiga jak helikopter he,he. Dzisiaj się nie ważyłam bo: nie będę opowiadać .Grzeczna byłam cały dzień niesłychanie, nawet wyciągnęłam męża i psa na spacer .Dwie godziny to trwało, psina ledwo do domu wróciła o chłopie nie wspomnę (typ kanapowiec pospolity) Teraz piekę bułeczki drożdżowe z wiśniami ,co to już trzy lata w wielkim słoju i spirytusie leżą.
Słoik mi potrzebny na kiszoną kapustę ,mąż zaczął płakać nie wyrzucaj zrób mi na jutro do pracy bułeczki drożdżowe. Właściwie szkoda wywalić ,ciasto już rośnie he,he. Buziaki
ps
Żeby nie było ,że ja taka wielka gospodyni jestem .Synuś jak mieszkał w Anglii to mnie taki prezent zrobił.
Kiedyś wam napiszę co mnie ten prezent kosztował, pół chaty musiałam przerobić ,o kosztach nie wspomnę. Nie lubiłam tej maszyny jak diabła, teraz ją pokochałam. Warto mieć ją w domu ,Tylko krawatów nie wiąże ,z mąki robi wszystko i nic nie brudzi.Bardzo polecam na wsie ciasta, pierogi pizza drożdzowe, wsypujesz produkty ustawiasz program i możesz gadać na Vitalii he,he samo się robi,Pierwsza blaszka jest , nastepna się piecze,wszystko dla męża do pracy .Tam same chłopy pracują
mama już w domku. W szpitalu podnieśli jej hemoglobinę z 6 na 8,8 resztę w domu mamy podnosić. Zrealizowałam recepty ,wyszła średniej wielkości reklamówka . Najważniejsze ,że czuje się już dużo lepiej i że w głowie jej się nie kręci. Znaczy wracam do normalności. Wszyscy zjedliśmy rosół ,ja bez makaronu tylko marchewka i trochę mięsa, nie wstawiłam gara do lodówki ,bo był gorący.Teraz chciałam to zrobić i wiecie co, pół gara rosołu się skisiło. To jakieś cuda. Pierwszy raz tak mi się zrobiło. Może to celowo ,żebym jadła wg rozpiski a nie he,he. Pozdrawiam
Mama czuje się znacznie lepiej, dostała drugi worek krwi ,miała badania ginekologiczne . Jak twierdzi , nie pamięta kiedy ostatnio była u tego lekarza. Jutro rano gastroskopia( miała być dzisiaj ) i jak wszystko będzie OK , wraca do domu .Ufffffffff ,żeby tak było. Dzisiaj dieta do bani ,zjadłam obiad taki jak robiłam mamie czyli pomidorówka ,ale taka ze śmietaną i makaronem. Kawałeczek kotleta z polędwicy ,mama nie zjadła całego . Szkoda mi było wyrzucić ,mogłam dać kotu ,albo psu ,ale wpakowałam do dzioba ,ambrozja nawet na zimno. Zacytuję Jolę? czemu to żarcie takie dobre?. Tylko ćwiczenia robię , każdego dnia bez oszukiwania.Waga poranna 72.1,czyli jest ciut mniej .Jutro mam oficjalne ważenie ,jak tym obiadkiem przesadziłam ,to,,,,,,to będę walczyć dalej.Buziaki.
Ps. taki gar rosołu ugotowałam dla mamy he,he,na jutro.
Z z całej kury ,
nie nie pamietam kiedy , właściwie nigdy nie gotowałam całej kury (mój mąż nie lubi gotowanego mięsa drobiowego).Zaprosiłam teściów na jutro na ten rosół i placki ziemniaczane maczane w śmietanie, tak się zachciało mojej mamie .No ciekawa jestem jak przez to przejdę. Pójdę na lody ,bo ich nie lubię
Kolejny dzień bez diety i ważenia. Wstałam o 5:30 ,mój mąż jeszcze 15 minut śpi o tej porze. Wczoraj po 23 dzwoniłam do szpitala dowiedzieć się czy mama już ma tą krew i w której sali leży. Dowiedziałam się ,że takich informacji szpital przez telefon nie udziela ,proszę przyjechać rano he,he.Pięknie Q pięknie.
Dobra przyjechałam rano dowiedziałam się gdzie leży. Idę mama śpi jak zabita, wygląda dobrze. Nie budziłam jaj ,zostawiłam śniadanie .O 12 -tej przyjechałam z obiadem, mama śpi .Krew kapie po kropelce rureczką do ręki mama śpi , śniadanie zjadła.Od 13-tej do 15 są konsultacje lekarskie. Zeszłam do kiosku po jakąś durną gazetę .Wróciłam mama się obudziła . Pytam czemu nie dzoniła wczoraj wieczorem ? ( ja nie dzwoniłam , bo mama głucha ciut i dzwonek ma jak dzwony kościelne, nie chciałam budzić ludzi w sali)standard telefon rozładowany ok ,pytam jak spała w nocy .Nie spała bo z izby przyjęć od 14 na salę pojechała o drugiej w nocy .Konsultacje z lekarzem o 13-tej mama ma niedokrwistość
hemoglobina w okolicach 6
jutro jeszcze badania, gastroskopia ,i kolejny woreczek krwi .Ona na tej izbie była 12 godzin, jak zapytałam dlaczego tak długo .To dowiedziałam się ,że była ciężka noc. Ok noc może ciężka ,ale mama była od 14 -tej w tym szpitalu,cholera i szlak. Teraz jest wyspana , czuje się lepiej i już była zapalić fajurę .I tym optymistycznym akcentem kończę .Buziaki dzięki za miłe komentarze ,teraz idę poczytać co u was
jestem naprawdę zmęczona .Miałam plana ,rano chatę posprzątałam bo dziecko zrobiło zawieruchę, prasowałam męża koszule (nienawidzę tego zajęcia).Później miałam jechać po mamę o 12 -tej bo do lekarza na 13 -tą. Odwieźć mamę, pojechać na zakupy spożywcze i buty sobie chciałam kupić w kolorze brązowym. Plan się udał do 13-tej.Reszte dnia spędziłam z mamą w szpitalu. Pani doktor z wiejskiego ośrodka (zarejestrowane byłyśmy na 13-tą) ,stwierdziła ,że mama ma złe wyniki i dała skierowanie do szpitala. Wróciłam do Wrocka po rzeczy i po 14 byłyśmy w szpitalu na Brochowie . Pani w izbie przyjęć pierwsze co zrobiła, to się wydarła dlaczego tak późno przyjechałyśmy. Do szpitala przychodzi się rano. Ciekawostka przyrodnicza he,he. Popatrzyła na wyniki i walnęła: pani powinna już nie żyć( mama ma 78 lat)budująca odzywka. Byłam z mamą w szpitalu do 18 , robili jej badania. Musiałam pojechać w ważnej dla mnie sprawie jak wyjeżdżałam , pani powiedziała , że mama będzie miała transfuzję krwi. O 19:30 dzwoni mama ,że jest bardzo głodna ,czy bym mogła jej coś przywieźć do jedzenia. Akuratnie byłam w sklepie ,bo plana zakupowego szlak trafił ,( mąż był dzisiaj bardzo dzielny, sam odgrzał sobie obiad, powiedziałam mu tylko które pudełko ma wyjąć z zamrażarki i jak uruchomić mikrowelę he,he. W zamrażalniku mam takie gotowe obiadki własnej roboty,na czarną godzinę )w szpitalu byłam po 20 ,ona dalej na izbie przyjęć, znowu pobrali krew do badania. Ciekawostka przyrodnicza ,że od 14 do 20 jeszcze jej do łóżka nie położyli. Mama się najadła pogadałyśmy powiedziała ,żebym jechała do domu ,bo nic tu po mnie. Powiem wam ,że chętnie pojechałam bo mam dosyć na dzisiaj. Pozdrawiam
.Poniedziałek .Dzień świra
5: 30 pobudka nie żebym tak wcześnie wstawała. Mojej córci odbiło i o tej godzinie w łazience wyczyniała przeróżne cuda warcząc suszarką , depilatorem i nie wiem czym jeszcze.Oko mi spadło jak się obudziłam to była 7:30.Dziecka w domu nie było pojechała na zakupy szkolne do wrocka .Dzwoni do mnie o 9: 45 czy mogę po nią przyjechać .Nie mogę bo jestem umówiona na 10: )) w firmowych sprawach .FOCH. Wróciłam po 11: zabrałam dziecko na zakupy nie szkolne. Odwiozłam do domu ,pojechałam po mamę do Wrocka ,bo na 14 :z mamą do lekarza .Siedzimy ,lekarka już pół godziny spóźniona .Pytam czy dzisiaj będzie .Nie, nie będzie ma trudną operację i nie dojedzie na wioskę. Mówię mamie, bo też FOCH że może komuś życie ratuje ( mama nie wymaga natychmistowej interwencji, tylko po wynikach uregulowania leków)Pani zapisała nas na jutro. Odwiozłam mamę do domu . Wracam a moja córcia robi pranie. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt ,że ona o 24 miała wyjazd na zajecia szkolne do Grecji. Prosiłam ją od tygodnia ,żeby była spakowana do wieczora w niedzielę .Dobrze wszysto mam .Gdzieś w okolicach 20: wyszło ,że nie ma jeszcze jednej potrzebnej na blejtramy wielkiej teczki. Sąsiad pojechał do znajomej która ma hurtownię.Przytaszczył ,okazało się ,że za małe szlak wrrr.Wiozłam ją już na zbiórkę jak wymyśliła ,że ładowarki zapomniała od czegoś tam ,nie tego już za wiele .Nie wróciłam, Foch. Autokar podjechał zapakowali dzieciory. Czekałam az odjadą, na miejscu maja być a środę rano. Diety i ważenia w tym wariatkowie nie było. Mam dwa tygodnie wakacji i już mnie głowa o dziwo przestała boleć .Pozdrawiam