Hello słoneczka.Bardzo wam dziękuję za wszystkie wpisy dotyczące zdjęć z wesela! Dziękuję :*
Już usunęłam wpis, i znów odblokowałam pamiętnik.
Nie mam nawet weny na wpis, bo... luty zaczął się koszmarnie.
Miałam się zważyć 1.02.2012 i tak też zrobiłam. Miesiąc ćwiczeń, wyrzeczeń, ograniczania się i... i co?
I nie spadło mi ani 100 gram.
Nic.
Weszłam na wagę i tam - 68.8 - dokładnie ta sama waga co ostatniego grudnia.
Stałam na wadze i się rozpłakałam.
Ryczałam jak głupia.... bo nie było żadnej różnicy.
Już ani nie miałam siły ani ochoty, żeby się pomierzyć.
Mój mąż mi mów, że to niemożliwe - bo przecież widać, że schudłam, że mi spodnie spadają itd.
Ale ja - ja nie mogłam, jak zobaczyłam tą wagę to nie mogłam powstrzymać łez.
Pierwsza myśl - już na zawsze będę grubaskiem!
Nie było już diety, nie poszłam na siłownie. Środa to był koszmarny dzień.
Ale już powoli mi lepiej... powoli się zbieram.
Już dawno nie miałam takiej załamki, bo nigdy tak długo się nie ważyłam. Zawsze sprawdzałam tą wagę na bieżąco i wiedziałam co i jak. A tu? Miesiąc, kochane - miesiąc.
Ehhh..
Jeszcze się dziś z moim pokłóciłam... bo codziennie rano idzie zamknąć pieska, więc wychodzi na ten mróz. I jak wraca to zawsze z tymi zimnymi rękami do mnie ... i mi nogi dotyka, i mówi - "to jest dobre na cellulit".
Codziennie mi to mówi.
Codziennie od rana muszę słuchać o moim cellulicie - nie wkurzyłybyście sie?
I ja mu powiedziałam, że to mnie dobija, że mi tak codziennie mówi.
A on do mnie - że przesadzam i go teraz wkur****m ;/
No proszę, ja jego ?!
***
Postanowiłam już - głupotę. Ale nie będę wam mówić, bo znów nie wyjdzie. Powiem po fakcie - w marcu :)
Kochane, zmykam się troszkę podołować... i muszę was poodwiedzać, bo ostatnio nie miałam na to głowy.
Mam nadzieję, że u was lepiej :)
Love.
notYETaBUTTERFLY