Kochani jak rano wstałam ,
do Ośrodka Zdrowia pognałam,
lekarstwa mi się kończyły,
więc receptę potrzebowałam.
Jak po kartotekę stałam -
rozmowę dwóch panów podsłuchiwałam
a ta rozmowa tak wyglądała:
Cześć Witek dawno cię nie widziałem,
a Witek odpowiada: Trochę chorowałem,
ale Widzę,że już Ci się poprawiło,
no trochę lepiej już było,
ale przez ten wczorajszy Dzień Kobiet
znowu mi ciśnienie podskoczyło..
ten drugi zdziwiony na niego popatrzył,
więc Witek zaczął mu tłumaczyć -
Wczoraj z samego rana się wnerwiłem..
poszedłem do kwiaciarni,
kwiatek dla żony kupiłem.
zadowolony z życzeniami jej go wręczyłem
Żona kwiatka do wazonu wkłada,
i tak do mnie powiada:
Wituś jak tego kwiatka kupowałeś,
to o mojej mamie nie pomyślałeś?
A dlaczego miałem myśleć ? Pytam...
a żona odpowiada - bo to też kobieta,
już mi ciśnienie dżwignęła,
ale ona tego nie zauważyła,
i dalej gada..
dzisiaj przyjeżdża moja siostra Ada,
też jej dać kwiatka wypada.
Mnie ze złości zaczynało już dusić,
a żona dodaje -
a pomyślałeś o naszej córusi?
to osiemnastoletnia dziewczyna,
też już kobietą być zaczyna.
Tego już nie wytrzymałem,
wstałem i tak powiedziałem:
Wam babom to się we łbie poprzewracało,
świętować Wam się zachciało,
dzień kobiet,dzień babci,dzień matki,
ciągle byście chcieli dostawać kwiatki
Żona zmilkła,dziwnie na mnie spojrzała
a potem tak powiedziała:
Wituś - kobieta się zmienia..
kiedyś wystarczył jej maczo,
a teraz woli Dżentelmena.
Do teraz się zastanawiam,
co te słowa znaczą,
czy jestem Dżentelmenem?
a może tylko Maczo?
Nagle w moją stronę głowę obrócił,
i dorzucił - trzeba mi było tego,
nie dość ,że muszę ją przeprosić
to jeszcze kupić kwiatka nowego.
Wniosek z tego koleżanko i kolego,
że jak mężczyzna nad nerwami nie panuje,
to go to kupowanie kwiatów,
na przeprosiny zrujnuje.
BYLAM NA SPACERKU
