Nie trzymałam dziś super ekstra szał ścisłego postu, bo uważam to za przesadę, według Kościoła to 2 lekkie i jeden do syta posiłki. Mi wyszło niestety inaczej. Bo:
Śniadanie: jak zwykle 2 wafle ryżowe, tym razem z serkiem wiejskim
Lunch: niestety gorący kubek grzybowa (było mi zimno na uczelni a to pomogło w sam raz)
Obiad: 3 małe kawałki ryby jakiejś tam plus bułka
Przekąska: jabłko
Kolacja: mała bułeczka z masłem (po basenie)
Zjadłam dziś również kawałek ciasta czekoladowego własnej roboty, ale nie uznam to za rzecz straszną, bo ma mnóstwo magnezu (bo z kakao jest zrobione, bez czekolady) a moje mięśnie teraz tego bardzo potrzebują. Na szczęście basen (1,5h) i sauna wyrównały sprawę.
I przyznam, że o dziwo dużo dziś zjadłam

Pewnie dlatego, że zobaczyłam ubytek na wadze

Albo to skutek zbliżającego się lada dzień okresu. Mniejsza o to.
Buziaki
