
i to nie z powodu diety ale z przyczyn personalnych ( ta praca). Całe szczęście, że nie przekłada się to u mnie na wzmożony apetyt a wręcz odwrotnie. Tyle, że w takie dni uzmysławiam sobie jak marną łupinką jestem na tym oceanie życia. Ciekawe co mogłoby poprawić mi nastrój. Czekolada....nie, orzechy...nie, może spacer z psem. I niech to słońce zacznie mocniej grzać!
Po za tym, że wieczorem przechodzę lekki kryzys głodowy, bo ostatni posiłek jem o 18:30, to wszystko inne jest w normie. Mam nadzieję, że pierwszy kilogram, który uda mi się zrzucić będzie kamieniem milowym w mojej walce o szczupłą sylwetkę.